Day 6
Zielona Góra
Green Mountain N.F.: piękne krajobrazy, ale także syrop klonowy i browary
Browar Długi Szlak
Ponownie zaczynamy w apogeum kolorów, który odkrywamy stopniowo obecna słaba mgła rozpuszcza się, pozwalając rzucić okiem na zaczarowaną panoramę. I po raz kolejny znów świeci słońce oświetlając to, co nas otacza. Wszystko to nie wcześniej niż obfite śniadanie składające się z jajek, bekonu i owoców przygotowanych w niezwykle choreograficzny sposób. Zawsze jedziemy drogą VT100 South, przecinając ośrodki narciarskie, w kierunku Bridgwaters Corner, aby odwiedzić Browar Długi Szlak. Jest to jeden z najbardziej znanych w okolicy i oferuje możliwość zrozumienia, jak to się dzieje produkowane i butelkowane napój. Zaopatrujemy się w minimalną ilość jedzenia do spożycia w porze lunchu i ruszamy do Woodstock, kolejnej przyjemnej wioski, ozdobionej mnóstwem kwiatów i w której otoczeniu znajduje się piękny zadaszony most. Vermont jest pełen tych mostów, tak bardzo, że czynią z nich prawdziwą ikonę. Niektóre są zdecydowanie piękne, udekorowane i pomalowane na jasne kolory, stanowiące element krajobrazu, inne ze względu na swoją prostotę pozostawiają wiele do życzenia. Z pewnością w przeszłości wszystkie one służyły do zapobiegania tworzeniu się grubych i niebezpiecznych formacji lodowych.
Wąwóz Quechee
The Wąwóz Quechee to jeden wąskie gardło przecinany przez niewymawialny strumień o indyjskiej nazwie i przecinany przez US4; podążamy ścieżkami w górę i w dół drogi na odcinku nie krótszym niż 2 km, by przekonać się, że najlepszy widok jest z mostu, przez który przebiega ruchliwa droga krajowa.
Dojazd do wąwozu Quechee
W porze lunchu dojeżdżamy do Ser Sugarbush & Farma syropu klonowego, co wymaga objazdu kilka mil na północ od Woodstock. Oprócz wizyty w miejsce produkcji syropu, możemy zrobić piknik przy stoliku niedaleko farmy z Jackiem, lokalny ser owinięty woskiem jak wszyscy i piwo zakupione w Long Trail. Więcej nie można chcieć, w końcu morze nie jest blisko, a homary nie są tu u siebie. Zorganizowano spacer wokół firmy w lesie klonowym (gdzie znajduje się układ rurowy do zbierania w celach edukacyjnych), którego używamy również jako „środka trawiennego”. Niektóre znaki i rozmowa z pomocnym personelem Młyna pozwalają nam zintegrować naszą kulturę w tym temacie. Zdecydowana większość gospodarstw hodowlanych to bydło, które stopniowo wypiera owce. Godne uwagi są również sery kozie. Choć może zabrzmi to monotonnie, po powrocie do US100 ponownie podkreślamy wspaniałe kolory lasu, aby zanurzyć się w południowej części Gór Zielonych, z niezliczonymi przystankami na zdjęcia. Nawet jeśli definiuje się je jako góry, to ze względu na nasze przyzwyczajenia właściwsze byłoby określenie ich jako lekko zarośniętych wzgórz. W Londonderry (ale nie jesteśmy w Irlandii Północnej) kierujemy się na US30 w kierunku Manchesteru, aby zobaczyć wschodnią część National Forest. Tutaj także znajdziemy schludne wioski, w których poziom życia musi być więcej niż przyzwoity. O 16:00 zamyka się droga prowadząca na Mount Equinox, co uniemożliwia podjazd samochodem, spóźniamy się i poradzimy sobie z tym; ścieżka się nie zamyka, ale noc dopadłaby nas przed zejściem. Jeszcze kilka krytych mostów i przejście Benningtona, docieramy do Berkshire Hills w Williamstown (obecnie z powrotem w Massachusetts) i kierujemy się dalej na południe do Pittsfield, ale miasto okazuje się za duże. My, przyzwyczajeni już do tego, że zielono-żółto-czerwony kolor musi przypominać liście, a nie sygnalizację świetlną, wracamy kilka mil, aby osiedlić się w przyjemnym motelu, ale dopiero po kolacji w Bob's Country Kitchen brakowało tylko Fonziego i wtedy można by nakręcić odcinek Happy Days!












