Day 8
Przylądek Breton
Płyniemy do Nowej Szkocji i na wyspę Cape Breton, która jest właściwie półwyspem
Rano w Cape Breton
O 7 rano wstajemy. Szybkie śniadanie i wykorzystujemy fakt, że na zewnątrz pada deszcz, a my jesteśmy w środku otwarte morze usiąść przy stole, przeorganizować broszury i pomysły na drugą połowę wycieczki. Skrupulatność w takich sytuacjach może mieć fundamentalne znaczenie! Lunch w kafeterii na statku. Na około godzinę przed przybyciem prom zatrzymuje się, próbując uratować żaglówkę ofiarą fal. Żagiel został rozdarty i pasażerowie włączyli sygnał SOS. Po różnych próbach odzyskania marynarzy promu w końcu udało się zahaczyć rozbitków liną, która jednak wkrótce się poluzowała, co wywołało chóralne przerażenie pasażerów, którzy przybyli, aby zobaczyć nieplanowane przedstawienie. Z pewnością mimowolni aktorzy nie bawili się dobrze do czasu przybycia łodzi ratunkowej, której łatwiej było dogonić zdesperowanych, zanim pochłonęły ich fale. W ten sposób docieramy do North Sidney z półgodzinnym opóźnieniem, o 14:30. Chociaż deszcz nie przestaje padać, stawiamy czoła Szlak Cabota na dalekiej północy wyspy Cape Breton.

W drugiej części w kierunku Cheticamp początkowo przestaje padać, potem całkowicie się przejaśnia, pozostawiając miejsce na bardzo zielony krajobraz. W Cheticampie, dumnie akadyjska wioska, z pięknymi drewnianymi domami, które szczególnie wyróżniają się w słońcu i chmurach na tle wewnętrznych gór. Droga przebiega pomiędzy dwoma rzędami domów, ma schludny wygląd i wszędzie są kwiaty. Zatrzymujemy się w Mabou na farmie Clayton Farm B&B, której początki sięgają XVII wieku. Pokój jest wspaniały, natomiast właściciel Isaac Smith, prawnuk założyciela, niejaki McKeen, jest bardzo spokojnym człowiekiem i opowiada nam historię gospodarstwa i swojej rodziny. Można się poczuć jak na farmie z XIX wieku: meble i zdjęcia na ścianach przypominają pionierską epopeję. Flegmatyczny Izaak z pewnością jest dobrym hotelarzem, zawód rolnika wydaje się mieć raczej charakter sentymentalny.





