Tallinn i wiejska Estonia

Day 3

Tallinn i wiejska Estonia

10/07/2021

Wciąż magia Tallina i pięknych estońskich miasteczek

Kategoria
10/07/2021 1 galleries 0 Maps
Mapa krajów bałtyckich - kompletny plan podróży · Kadriorg i Kalamaja

Miejskie oblicze Tallina

Tallinn ma historyczne centrum w którym można się tylko zakochać: zebrani wśród średniowieczne mury, daje poczucie doświadczania inna epoka, prawie jak wejście do wehikułu czasu. Zanim jednak wrócimy i spojrzymy na to z innej perspektywy i czasu, wsiadamy do samochodu w ten spokojny sobotni poranek, gdy jest dopiero 7.30, po śniadaniu w pokoju z zakupionymi wczoraj słodyczami w centrum, spora część mieszkańców miasta spędza weekend nad morzem, więc podróżujemy ulicami nowoczesnej części, aby zaparkować przy Kadriorg, park z nieuniknionymi fontannami i wieloma kwiatami. Prawie jak kamienie szlachetne można je znaleźć wszczepione w zieleń Muzeum Sztuki (z bajkowym ogrodem), Pałac Prezydencki, dom cara Piotra I i kilka domków – na tej szerokości geograficznej nazywanych być może daczy – które różnią się kolorem trawników i drzew. Jeszcze samochodem kierujemy się w stronę morza, gdzie znajduje się dzielnica Kalamaja, z Lennusadam, portem dla hydroplanów w remoncie i Patarei, dawnym nieczynnym więzieniem, które nie znalazło jeszcze miejsca w wizytówce urbanistycznej miasta. Nawet w porannym słońcu jego ściany emanują mroczną koncepcją cierpienia, prześladowań, tortur i śmierci. Reżimy carski, nazistowski i sowiecki po kolei wykorzystywały tę strukturę: koncentrację przestępczości wybranej do władzy politycznej. Pora wrócić na nasz parking pod rezydencją i przejść dwie przecznice oddzielające nas od bijącego serca Tallina. Prześledźmy część wczorajszej wycieczki w przeciwnym kierunku i przy pięknym słońcu, dodając kilka atrakcji. Od razu natrafiamy na Hotel Viru z muzeum KGB, jedynym w mieście w czasach sowieckich, na którego najwyższym piętrze znajdowało się centrum kontroli KGB mające na celu monitorowanie tranzytu. Wchodzimy na Stare Miasto od godz Przynieś Viru ale doświadczamy kulminacji Plac Ratuszowy gdzie utworzono targ rzemieślniczy, na którym sprzedawane są typowe produkty, handlarze noszą stroje z epoki, a głośniki grają wspaniałą średniowieczną muzykę. Plac otoczony jest zabytkowymi budynkami o charakterystycznych pastelowych kolorach, które łagodzą go i nadają mu trzeźwej, ale absolutnej elegancji. Można by się spodziewać, że w każdej chwili przez jedne ze wspaniałych drzwi wyjdzie niemiecki lub fiński kupiec! Wydaje nam się również, że jesteśmy kupcami nowo wylądowanymi, gotowymi do wymiany towarów z przybywającymi z odległych i niezamieszkanych krain, na tym pasie ziemi, który stanowił granicę z rozległymi połaciami równiny sarmackiej, otwartymi na wschód i północ Skandynawii.

Starożytny kamienny mur z łukami i kolorowymi kwiatami na pierwszym planie.
Mapa krajów bałtyckich - kompletny plan podróży · Średniowieczny Tallin

Tradycje i duchowość

Rama z Ratusz a jaskrawo kolorowe domy maksymalnie wykorzystują słoneczny dzień, nawet do tego stopnia, że sprzedawcy ubrani w typowe stroje dobrze chronią się pod parasolami w pobliżu straganów z wystawionymi produktami. Widzimy Kościół Św. Ducha, Katolicką Katedrę Św. Piotra i Pawła (piękną z zewnątrz, ale bardzo pustą w środku), Klasztor Św. Katarzyny i Cerkiew Św. Mikołaja, gdzie przez kilka minut uczestniczymy w uroczystościach, podczas gdy muzyka religijna pomaga wiernym w kontemplacji, zauważamy, że oficjusz odwraca się tyłem do publiczności, jak u nas przed Konsystorzem i wykonuje się znak krzyża, dotykając najpierw dłonią prawego, a potem lewego ramienia. Wracamy na teren murów obronnych, aby wspiąć się na wzgórze Linda i zobaczyć wnętrze wspaniałej katedry Newskiej, która była zamknięta wczoraj wieczorem. Tutaj również odbywa się funkcja religijna, kobiety mogą wejść tylko z welonem na głowie i nie można robić zdjęć, a szkoda, bo w cerkwiach króluje ikonografia. Tallinn z pewnością zawdzięcza swoje piękno średniowiecznemu urokowi i niedawnym restauratorom, ale nie brakuje w nim silnego rosyjskiego wzorca architektonicznego, zarówno w stylu sowieckim, jak i cesarskim, z cerkwiami przypominającymi styl bizantyjski, a nie rozsianymi niemal wszędzie drewnianymi domami. Turystów jest tu kilku, mimo że obcokrajowcy nie są zbyt gęsti, a letni dzień praktycznie opróżnił je z lokalnych mieszkańców, którzy wyjechali w poszukiwaniu morskich wrażeń i relaksu. Tallinn wydaje się być miastem o większej skłonności do przyjmowania turystów, zarówno z punktu widzenia organizacji informacji, jak i postawy spotykanych osób. Nawet jeśli niechętnie nadszedł czas opuszczenia stolicy Estonii, gdy jest już 11 rano, i udaj się na południowy wschód autostradą A2 w kierunku Tartu.

Droga na pierwszym odcinku jest dwujezdniowa i można jechać nawet z prędkością 120 km/h, by potem stać się placem budowy, a w końcu bardzo normalną drogą krajową, która przecina płaskie tereny uprawne zbóż. Nie wiemy, czy wynika to raczej z dziedzictwa planowania z czasów ZSRR, czy z naturalnego nachylenia terenu, ale w trzech republikach natrafiliśmy na rozległe, ekstensywne uprawy zbóż, gospodarstwa otoczone dużymi silosami do przechowywania oraz salony sprzedaży i naprawy maszyn rolniczych mają wymiary i gęstość równe samochodom, po prostu bardziej zdecentralizowane w porównaniu z ośrodkami miejskimi. Cechą charakterystyczną estońskich dróg są korytarze pozostawione wolne dla łosi i innych zwierząt; zasadniczo ogrodzenie zwykle uniemożliwia przejście, ale są odcinki o długości kilkuset metrów, na których jest ono przerywane, aby umożliwić swobodne przejście. Tutaj ograniczenie zostaje obniżone do 70 km/h właśnie po to, aby zapobiec nieprzyjemnym kolizjom i dać pierwszeństwo czworonogom. Jednak wiadukty przeznaczone do tego samego celu nie są rzadkością, co jest oznaką niezwykłej wrażliwości na środowisko. Obowiązkowe zachowanie, które należy przenieść również na inne dziedziny, od czystości w miastach po poszanowanie sygnalizacji świetlnej, nawet przez pieszych.

Tartu jest w pełnym tego słowa znaczeniu estońskim miastem uniwersyteckim, w tym okresie z ograniczoną populacją młodych ludzi ze względu na wakacje letnie, z imponującymi Rzeka Emajögi lizać centrum miejskie. Z jednego z banków otwiera Plac Ratuszowy, również otoczony wysokimi budynkami z pięknymi odmianami chromatycznymi. Nie znajdując po drodze miejsca na piknik, znajdujemy wygodną ławkę w ogrodach Kliniki Uniwersyteckiej, gdzie delektujemy się smakołykami (wędzoną wołowiną i łososiem) zakupionymi rano w Tallinie. Jest gorąco i spacery w promieniach słońca są wyczerpujące, minimum orzeźwienia znajdziemy odwiedzając zadbane ogród botaniczny Uniwersytetu i na zewnątrz Uniwersyteckie Muzeum Sztuki (dawna katedra) mieszcząca się w jednej części starożytnego i okazałego kościoła z trzema nawami, z drugiej strony pozostaje ceglany szkielet wznoszący się na kilka metrów w typowo gotyckim stylu; za bocznymi ścianami dach wykonany jest z kobaltowego nieba. Spacer zakończymy powrotem z Placu Ratuszowego, gdzie młodzi klienci stoją pod parasolami popijając drinka, a kelnerzy przychodzą i odchodzą ociekający potem.

Ciekawy epizod ma miejsce, gdy wchodzimy do pubu zbyt zajętego, aby po prostu przygotować kawę: wychodząc, widzimy wiszącą na ścianie serię obrazów przedstawiających twarze sławnych ludzi i przypisywane im równie znane frazy. Jeden z nich przedstawia znaną nam twarz Berlusconiego a zdanie jest dosłowne: kiedy zapytałam, czy chcą uprawiać ze mną seks, 30% kobiet odpowiedziało „tak”, a pozostałe 70% odpowiedziało „Co znowu?”. Taki jest w pewnym sensie obraz Włoch reprezentowany przez osobę, która przez dekadę była ich premierem.

Ogród botaniczny z bujną zielenią i wodą na pierwszym planie.

Kontynuujemy naszą podróż samochodem, przemierzając tym razem bardziej zróżnicowany krajobraz, gdzie pofałdowania terenu stają się bardziej wyraźne, a lasy często zastępują uprawy, a kręte drogi sprawiają, że widok jest zawsze nowy i inny. Ostatecznym celem jest Różowy, grupa domów rozrzucona na obszarze jezior równie rozproszonych w zieleni. Wszystko to stanowi przyjemny przykład integracji natury, wody i człowieka. Mając rezerwację na farmie, nie jest zaskakujące, że ostatni kilometr to droga gruntowa, a parking znajduje się pomiędzy dwoma traktorami i przed małą grupą spacerujących spokojnie kurczaków. Pani wyjaśnia nam, że ich główny dom jest wynajmowany latem turystom, którzy chcą przenocować wśród zieleni, podczas gdy ona z mężem mieszka w małej chatce kilkadziesiąt metrów dalej. Mamy piękny pokój na parterze z widokiem na wejście, które z jednej strony prowadzi do biura i salonu, a z drugiej do kuchni, tworząc coś w rodzaju koła bez ścian i ciągłości, pośrodku którego znajdują się schody prowadzące na piętro i do łazienki. Jest to ciekawa aranżacja, zapewne podyktowana potrzebami grzewczymi i oświetleniowymi. Wejście i zamieszkanie choćby na jeden dzień w estońskim domu pozwala zrozumieć potrzeby i trudności, które nieuchronnie napotykają w szczególnie zimnym i północnym kraju. Niski sufit i dwa piece/kominki mówią wiele o tym, jak musi wyglądać zima na tych szerokościach geograficznych. Przestronna i nowoczesna kuchnia wyposażona jest w sprzęt najnowszej generacji i zaaranżowana tak, aby maksymalnie wykorzystać światło wpadające z okien: dom jest bardzo przytulny i wygodny. Wychodzimy, żeby lepiej poznać Röuge i zobaczyć, czy jest miejsce w jedynej restauracji w mieście. Po otrzymaniu negatywnej odpowiedzi pozostaje nam jedynie przejechać 20 km dzielących nas od Vöru, gdzie znajdziemy małą restaurację w stylu country, w której będziemy cieszyć się prostą, ale wyśmienitą kuchnią. Dopiero gdy zaczynam wypijać swoje półlitrowe piwo, zdaję sobie sprawę, że muszę wracać i że estońskie przepisy nie żartują, jeśli chodzi o alkohol. Przez internet zaczynam robić obliczenia, aż zrozumiem, że nadal powinienem być poniżej limitu (0,2 na tysiąc), tylko dlatego, że udało mi się szybko rozwiązać wzór. Nikogo nie spotykamy i wychodzimy poza gospodarstwo, żeby zrobić jeszcze kilka zdjęć kościoła i kościoła magiczny zachód słońca nad jeziorami. Słońce leniwie schodzi w stronę linia horyzontu składa się z gęstego lasu, rzucającego swoje złote promienie na lśniące wody jeziora. Opis zdaje się chcieć nabrać tonu poetyckiego, lecz przed nami stoi prawdziwa poezja. Ostatnia herbata na tarasie na pierwszym piętrze gospodarstwa żegna nas z tego długiego dnia, męczącego upałem, ale niezwykle ciekawego i satysfakcjonującego.

Nocleg
10 lipca – Röuge – Farma Mäe

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.